Raków Częstochowa musiał uznać wyższość Wisły Płock, przegrywając w wyjazdowym spotkaniu 1:2. Dla trenera Łukasza Tomczyka był to oficjalny debiut w roli pierwszego szkoleniowca „Medalików”. Choć w grze częstochowian nie brakowało dobrych fragmentów, to indywidualne błędy i brak skuteczności przesądziły o porażce.
💡 Masz pilne wydatki? Sprawdź możliwość uzyskania do 3000 zł online – szybko i bez formalności.
Piłka nożna to momenty
Trener Łukasz Tomczyk na pomeczowej konferencji prasowej wielokrotnie podkreślał, że o losach dzisiejszego spotkania zadecydowały kluczowe momenty, których jego zespół nie potrafił odpowiednio wykorzystać.
- Do straty bramki mieliśmy swój kluczowy moment i sytuację. Nie wykorzystaliśmy jej, a chwilę później straciliśmy prostą bramkę ze stałego fragmentu gry - analizował szkoleniowiec. Mimo prób odrobienia strat w drugiej połowie, Raków szybko otrzymał drugi cios, co mocno skomplikowało plany zespołu.
Problemy w defensywie i „kuriozalna” bramka
Szkoleniowiec Rakowa nie gryzł się w język, oceniając postawę swojej linii obronnej. Przyznał, że obie stracone bramki padły w sposób, który nie przystoi drużynie na tym poziomie.
- Dwie bramki stracone „nie po naszemu”. Musimy lepiej bronić i być bardziej odpowiedzialni w defensywie. Przeciwnik miał swoje szanse i mógł wcześniej zamknąć to spotkanie - przyznał otwarcie Tomczyk. Szczególnie bolesna była pierwsza bramka, którą trener określił mianem „kuriozalnej”, wskazując na błędy w kryciu mimo dobrego przygotowania do stałych fragmentów gry.
Debiut Pawła Dawidowicza i rola lidera
Mecz w Płocku był również okazją do debiutu Pawła Dawidowicza w barwach Rakowa. Trener wyjaśnił, że wprowadzenie reprezentanta Polski miało przynieść drużynie więcej energii i centymetrów w defensywie, a także pomóc w rozegraniu piłki od tyłu.
Mimo porażki, Tomczyk znalazł jeden jasny punkt w zespole - postawę Jeana Carlosa. - Chcę pochwalić Johny’ego. Dzisiaj pokazał, jak powinien wyglądać lider. W przerwie, przed meczem, w pressingu - jego twarz była nastawiona na odbiór. To jest to, czego szukamy - zaznaczył szkoleniowiec.
Warunki nie pomagały, ale to nie wymówka
Pytany o trudną murawę i warunki atmosferyczne, trener przyznał, że boisko nie sprzyjało kombinacyjnej grze, do której przyzwyczajony jest Raków, ale nie chciał używać tego jako jedynego usprawiedliwienia.
- Emocje? Teraz to tylko i wyłącznie smutek i niezadowolenie, że nie udało się tego debiutu wygrać - zakończył Tomczyk. Raków musi teraz szybko wyciągnąć wnioski, bo jak podkreślił trener, w Ekstraklasie każdy zawodnik musi dać z siebie „ten 1% więcej”.

Komentarze
Komentarze (0)