Nieludzkie warunki w Gostyninie. Strajk głodowy izolowanych przestępców – skąd wziął się bunt?
Wyobraź sobie miejsce, gdzie po zakończeniu odbywania kary więzienia nadal nie masz pewności, czy kiedykolwiek odzyskasz wolność. Tak wygląda rzeczywistość Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. To właśnie tutaj, według najnowszych danych, przebywa obecnie 79 osób określanych w mediach jako „najniebezpieczniejsi przestępcy”, choć formalnie większość z nich już dawno odbyła zasądzone wyroki.
Placówka, podobnie jak jej młodszy oddział w Czersku, od miesięcy tonie w problemach. Pokoje jednoosobowe przerobiono na ośmioosobowe cele. Brak możliwości swobodnego otwierania okien, upał i zaduch. Codzienne menu? Jak w polskich szpitalach. Czas poza murami budynku to maksymalnie 90 minut dziennie. Pomimo rozbudowanego – aż do poziomu czterech uzbrojonych ochroniarzy na jedną osobę (!) – systemu bezpieczeństwa, niemal każdy ruch podopiecznego kontroluje monitoring instalowany nawet w toaletach, choć z programowym maskowaniem newralgicznych miejsc. O tym, że mediana wieku gwałtownie rośnie, nie trzeba specjalnie nikogo przekonywać – duża część izolowanych to osoby wiekowe, schorowane, często bez realnej możliwości powrotu do życia poza ośrodkiem.
Dlaczego strajk głodowy znów wybuchł?
5 listopada 2024 roku niemal połowa pacjentów KOZZD oraz 17 osób z Czerska rozpoczęło protest głodowy. W wydanym oświadczeniu podkreślają: „Nie jesteśmy bestiami ani zagrożeniem. Jesteśmy ludźmi, obywatelami, pacjentami”. Ich żądania są do bólu konkretne – zmiana ustawy z 2013 r., która umożliwia nieograniczoną izolację pod pretekstem terapii psychiatrycznej nawet po wypełnieniu wyroku. Chodzi nie tylko o warunki bytowe, ale o samą zasadę podwójnego karania za te same czyny i odbieranie nadziei na jakiekolwiek zakończenie pobytu.
Prof. Monika Płatek nie ma złudzeń: „Warunki są nieludzkie, przebywają tam głównie starzy, schorowani ludzie. Trafiają tu już po odbyciu zasądzonej im kary, nie popełnili nowego przestępstwa”.
Warto to podkreślić – od momentu powstania KOZZD w 2014 roku ośrodek opuściły zaledwie trzy osoby. To znaczy: szansa na powrót do rodziny i pracy jest bliska zeru, co podkreślają adwokaci i rodziny, apelując bezskutecznie do rządu oraz instytucji europejskich.
Czy tak musi wyglądać bezpieczeństwo?
Jak do tego doszło? Po serii głośnych spraw przestępczych w Polsce jesienią 2013 roku Sejm przyjął ustawę pozwalającą na nieokreśloną izolację osób uznanych za niebezpieczne – już po zakończeniu wyroku. Ideą było zapewnienie społeczeństwu bezpieczeństwa. I rzeczywiście, część pacjentów KOZZD wymaga kontroli. Ale czy cały system jest skuteczny i zgodny z prawami człowieka?
Porównując warunki polskiego ośrodka z niemieckimi, łatwo zauważyć istotne różnice: w Niemczech kładzie się nacisk na terapię, możliwość realnej resocjalizacji oraz indywidualną ocenę ryzyka, a pobyt nie jest dożywotnim wyrokiem bez perspektyw.
| KOZZD Gostynin (PL) | Analogiczny ośrodek (DE) |
|---|---|
| Prawie 80 pacjentów, 300 ochroniarzy, wyjście na świeże powietrze do 1,5h dziennie. Monitoring w pokojach i toaletach. Skrajnie niska szansa na wyjście – tylko 3 przypadki od 2014 r. | Pobyty ściśle limitowane czasowo, liczne terapie, indywidualna ocena ryzyka, regularne przeglądy medyczne i możliwość powrotu do społeczeństwa |
Co zrobić, by nie zapętlić systemowej pułapki?
Największy paradoks KOZZD? Ma chronić społeczeństwo, ale narastające przepełnienie i brak terapii nie tylko pogłębiają kryzys humanitarny, lecz także utrudniają jakąkolwiek resocjalizację. Była prawniczka Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, nie pozostawia złudzeń: trzeba nie tylko zmienić „dziurawą ustawę”, ale i zapewnić godne warunki oraz terapię. „Nie twierdzimy nawet, że ośrodek trzeba zamknąć, ale tam gdzie to możliwe, stosować alternatywne środki zabezpieczające” – podkreśla ekspertka. Czy Polska jest na to gotowa?
Mówiąc wprost: możesz nie mieć sympatii do pacjentów KOZZD, możesz się ich nawet obawiać. Ale w XXI wieku „nieludzkie warunki” nie powinny być już sposobem na bezpieczeństwo. Bo jak pokazuje casus Gostynina – zamknięcie problemu za pięciometrowym murem to iluzja. I choć być może właśnie tego boi się najbardziej każdy system: że czasem trzeba przyznać się do własnych błędów – by naprawdę coś zmienić, trzeba zacząć rozmawiać nie tylko o zagrożeniu, ale też o szansach.




Komentarze (0)