Nieudany początek turnieju w Trydencie. Polska przegrywa z Senegalem – analiza i praktyczne wnioski
Choć polscy koszykarze ruszyli do Trydentu z najlepszymi nazwiskami i nową energią po krakowskim zgrupowaniu, otwarcie turnieju odsłoniło więcej pytań niż odpowiedzi. Mimo walki do końca zespół przegrał z Senegalem 69:75, tracąc nawet 20 punktów w trzeciej kwarcie i nie zdoławszy doprowadzić choćby do remisu. To ważny sygnał na kilka tygodni przed EuroBasketem 2025 – bo, jak pokazuje sobotni mecz, przygotowanie zespołowe bywa bardziej kluczowe niż pojedyncze gwiazdy.
Najważniejsze informacje:
- Polska przegrała z Senegalem 69:75, notując najsłabszy fragment meczu w trzeciej kwarcie, gdy rywale prowadzili aż +20 punktami.
- Zespół wystąpił w najsilniejszym dostępnym składzie: Ponitka (kapitan), Sochan, Sokołowski, Łączyński.
- Turniej w Trydencie to etap przygotowań do EuroBasketu 2025 – mecz z Senegalem miał być testem „przed poważnym graniem”.
- Gra Polaków była chaotyczna w ataku i słaba w defensywie, co pozwoliło rywalom na budowanie przewagi.
Co naprawdę wydarzyło się na parkiecie? Statystyki, przebieg i powody porażki
Mecz rozegrany 2 sierpnia 2025 roku miał od początku mocny ładunek emocjonalny. Nie tylko dlatego, że Polska wystąpiła w optymalnej konfiguracji, ale także ze względu na prestiż turnieju w Trydencie, pełniącego rolę generalnej próby przed mistrzostwami Europy. Pierwsza kwarta pokazała, że rywal – Senegal, czyli trzeci zespół ostatnich mistrzostw Afryki – nie zamierza oddać pola bez walki. Wynik 14:22 już na starcie ustawił Polaków w roli goniących.
Druga kwarta? Polska próbowała gonić, ale rywale regularnie powiększali dystans, schodząc do szatni przy wyniku 34:48. Najtrudniejszy moment nadszedł w połowie trzeciej odsłony, gdy Senegal prowadził już 62:42. Dopiero wtedy drużyna Igora Milicicia rzuciła się w pogoń, poprawiając obronę i starając się rozruszać ofensywę. Czwarta kwarta należała do Polaków (18:11), lecz energii starczyło tylko na zniwelowanie strat – odwrócenie losów meczu okazało się poza zasięgiem.
| Kwarta | Polska | Senegal |
|---|---|---|
| 1 | 14 | 22 |
| 2 | 20 | 26 |
| 3 | 17 | 16 |
| 4 | 18 | 11 |
| Suma | 69 | 75 |
Od historycznych doświadczeń do dzisiejszych dylematów: dlaczego poszło nie tak?
Polska koszykówka zdążyła przyzwyczaić kibiców do sinusoidalnej formy podczas kolejnych startów w turniejach międzynarodowych. Gdy w 2022 roku polska drużyna sensacyjnie sięgnęła po czwarte miejsce na EuroBaskecie, oczekiwania poszybowały w kosmos. Jednak najnowsza historia pokazuje, że nawet najmocniejszy skład to nie wszystko. Zawodnicy tacy jak Mateusz Ponitka, Jeremy Sochan czy 36-letni Kamil Łączyński mieli być gwarancją jakości. Tymczasem, jak wyliczają statystyki meczowe opublikowane przez czołowe portale sportowe, to właśnie błędy w ataku i zaskakująco słaba gra w obronie sprawiły, że Senegal niemal przez całe spotkanie kontrolował sytuację na parkiecie.
Warto spojrzeć historycznie: Senegal jest wprawdzie koszykarską potęgą Afryki, zajmując trzecią pozycję na mistrzostwach kontynentu w 2021 roku, ale z europejskimi potęgami rzadko toczy wyrównaną walkę. Tym bardziej polskim kibicom mogło być trudno przełknąć tę porażkę. Z drugiej strony, tego typu spotkania są często lakmusowym papierkiem wytrzymałości przed znacznie trudniejszymi bataliami turniejowymi.
Porażka z Senegalem – co dalej? Praktyczne wnioski przed EuroBasketem
Co można wyciągnąć z tej lekcji? Po pierwsze – nawet najlepsza indywidualna forma zawodników nie zastąpi zespołowej chemii i wypracowanych automatyzmów, a tego w polskiej drużynie zabrakło. Po drugie, trener Igor Milicić musi szybko znaleźć odpowiedzi na pytania o skuteczność defensywy i większą powtarzalność w ataku. W praktyce oznacza to wiele godzin analizy wideo i trudne rozmowy w szatni po meczu. W najbliższym spotkaniu – z przegranym meczu Włochy–Islandia – będzie czas na pierwszą korektę kursu.
Patrząc szerzej, taki zimny prysznic wciąż może okazać się lekarstwem dla reprezentacji szukającej tożsamości przed wielkim turniejem. A jeśli kiedyś wygramy trudny mecz z przewagą, tym smaku doda świadomość, jak kruche bywają sportowe pewniki. Bo w koszykówce, tak jak w życiu, pierwsze potknięcie to nie wyrok. To dopiero początek drogi.




Komentarze (0)