Nowe szanse dla Częstochowy – czy inwestorzy faktycznie dostaną zielone światło?
Wyobraź sobie miasto, w którym nowe technologie i miejsca pracy napędzają codzienność mieszkańców, a zielone parki i nowoczesna komunikacja tworzą spójną przestrzeń do życia. Taką wizję prezentują władze Częstochowy w ramach programu „Plan na Nową Częstochowę”. Czy Częstochowa naprawdę stoi na progu rozwojowego przełomu? Sprawdzam, co kryje się za tą obietnicą i jakie ryzyka dostrzegają potencjalni inwestorzy oraz sami mieszkańcy.
Najważniejsze informacje:
- Miejscy urzędnicy stawiają na ponad 500 hektarów nowych terenów inwestycyjnych – to powierzchnia, która w teorii może skutkować powstaniem tysięcy nowych miejsc pracy.
- Program „Plan na Nową Częstochowę” opiera się na trzech filarach: miejsca pracy, rewitalizacja przestrzeni miejskiej i nowoczesna infrastruktura.
- Niekorzystne regulacje powodują, że inwestorzy płacą w Częstochowie osiem razy więcej za otrzymanie pomocy publicznej niż w innych miastach tej samej ligi.
- Władze miasta regularnie informują mieszkańców o postępie działań i apelują do rządu o zmianę przepisów, od których zależy realizacja programu na pełną skalę.
Od wizji do twardych danych – gdzie tkwi potencjał, a gdzie zagrożenie?
Od lat Częstochowa szuka sposobu na nowe otwarcie gospodarcze. Zgodnie z „Planem na Nową Częstochowę” ogłoszonym 24 lipca 2025 roku przez prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i jego zastępców, rozwój miasta ma oprzeć się na przyciąganiu innowacyjnych inwestorów i rewolucji przestrzennej. Już teraz w miejskich dokumentach zapisano ponad 500 hektarów terenów gotowych pod inwestycje – to więcej niż niektóre śląskie gminy mają w sumie.
Co ważne, plan to nie tylko wielka ekonomia, ale i ludzkie sprawy. Prezydent tłumaczył podczas konferencji:
„Nowe szanse – to Częstochowa realnych możliwości – stabilnego zatrudnienia, rozwoju zawodowego”
i dodał, że poza miejscami pracy, miasto zainwestuje w parki, skwery i sportowe strefy spotkań. W praktyce chodzi więc o poprawę jakości życia – lepsze drogi, wygodną komunikację, zielone enklawy dla rodzin i seniorów.
Co blokuje rozwój? Niekorzystne przepisy, czyli szklany sufit inwestycji
Brzmi pięknie, ale – i tu zaczynają się schody – według wyliczeń samorządu firmy, które chciałyby zainwestować w Częstochowie, muszą liczyć się z kosztami uzyskania pomocy publicznej aż osiem razy wyższymi niż w konkurencyjnych Katowicach. Efekt? Deweloperzy i branżowi giganci zerkają w stronę Śląska, zamiast w ulicę Waszyngtona. Miasto nie kryje frustracji tym stanem rzeczy i coraz głośniej apeluje do rządu o zmianę ogólnopolskich regulacji, widząc w tym jedyną realną szansę na przełom.
| Miasto | Koszt uzyskania pomocy publicznej dla firm* | Powierzchnia terenów inwestycyjnych (ha) | Filary programu rozwoju |
|---|---|---|---|
| Częstochowa | 8x wyższy niż średnia krajowa | >500 | Nowe szanse, nowa przestrzeń, nowa infrastruktura |
| Katowice | niższy | [brak danych] | [brak danych] |
Perspektywy i przestrogi – co z tego wynika dla mieszkańca i inwestora?
Nowe szanse brzmią kusząco, szczególnie jeśli spojrzeć na długofalowe korzyści: stałe miejsca pracy, nowoczesne technologie, atrakcyjne parki rodzinne i wygodną komunikację miejską. Ale dopóki finansowe i prawne warunki gry nie zostaną wyrównane dla wszystkich miast, Częstochowa ryzykuje, że jej wielki plan rozwoju pozostanie tylko na papierze – a mieszkańcy ambitniejsi, niż urzędnicy przypuszczają, wybiorą miasta bardziej dostępne dla kapitału.
Co zatem zrobić? Inwestorzy powinni uważnie śledzić prace legislacyjne, mieszkańcy naciskać na transparentność i skuteczność działań lokalnych włodarzy, a samorząd – nie ustawać w walce nie tylko o pieniądze, ale i o przepisy. Bo – jak pokazuje historia wielu polskich miast – sama wizja to za mało, żeby zostać liderem zmian. Potrzebna jest jeszcze równa szansa na starcie.




Komentarze (0)