REKLAMA

Ośrodki wypoczynkowe w czasach PRL – jak naprawdę odpoczywali mieszkańcy Częstochowy i regionu?

Opublikowane przez: Marcin Hojka

Dla pokolenia wychowanego w realiach późnego PRL wakacje nie były luksusem, lecz niemal prawem każdego zatrudnionego. Tyle tylko, że ten „luksus” wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie: przydział z zakładu pracy, wspólne domki, kolejki do stołówki i wieczorki zapoznawcze pod czujnym okiem instruktora kulturalno-oświatowego. Ale to właśnie wtedy narodziły się legendy i wspomnienia, które do dziś komentuje się z ironicznym uśmiechem – i odrobiną nostalgii.

Twoja reakcja:
REKLAMA

Najważniejsze informacje:

  • W szczytowym okresie – lata 70. i 80. – Fundusz Wczasów Pracowniczych wraz z zakładami pracy organizował wypoczynek dla ponad 1,5 mln osób rocznie.
  • Prawie każda większa fabryka czy zakład w Częstochowie, Myszkowie, Kłobucku i Lublińcu dysponowała własnymi ośrodkami nad Bałtykiem, jeziorami czy w górach.
  • Koszt turnusu był niski dzięki dotacji, jednak dostęp do najlepszych miejsc ograniczał się do systemu skierowań i „kartkowego” przydziału.
  • Dla dzieci masowo organizowano kolonie i obozy – rocznie uczestniczyły w nich setki tysięcy młodych obywateli.
  • Po 1989 roku większość ośrodków sprywatyzowano lub zamknięto – dziś ich pozostałości to niekiedy puste ruiny, innym razem nowoczesne kurorty.

Jak powstał wakacyjny „folklor” PRL?

Geneza masowej turystyki wewnętrznej sięga pierwszych lat powojennych. To wówczas powstał Fundusz Wczasów Pracowniczych: centralna instytucja, która do końca lat 60. miała niemal monopol na organizację wypoczynku dla tzw. ludu pracującego. Według danych z 1967 roku FWP posiadał już ponad 52 tysiące miejsc wypoczynkowych w 116 miejscowościach, a z urlopowych wyjazdów korzystało wówczas 583 tysiące osób rocznie. W tym samym roku zakłady pracy wysłały na wakacje dodatkowy 1 milion swoich pracowników i rodzin – to pokazuje rzeczywistą skalę tej turystyki, o jakiej dzisiaj można tylko pomarzyć. Jak podkreślają historycy, to był „wypoczynek dla mas”, zorganizowany przez państwo według odgórnych wytycznych Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Z czasem, rosnąca liczba zakładów pracy w regionie częstochowskim, myszkowskim czy kłobuckim otwierała własne ośrodki, zazwyczaj ulokowane nad wodą lub w górach. Przykład: jeszcze pod koniec lat 70. dzieci mogły załapać się na miejsce w kolonii zakładowej lub wędrownym obozie, a główną nagrodą dla najlepszych pracowników była możliwość wyjazdu na turnus. O kolejności decydowały jednak nie pieniądze, a „skierowanie” – skrupulatnie rozdzielane przez Radę Zakładową, nieraz wyczekiwane latami.

Przywilej, który ujednolicał

Taki system miał plusy nie do przecenienia: przeciętny Polak mógł odpocząć, poznać innych ludzi, a nawet – jak podkreśla projektant kultowego ośrodka „Granit” w Szklarskiej Porębie, Stefan Janusz Müller – czasem poczuć powiew luksusu, choć tylko dla wybranych. Ale główną cechą było poczucie równości – wszyscy śpią w identycznych domkach, jedzą przy tych samych długich stołach i biorą udział w obowiązkowych zabawach z kaowcem. Problem? Standaryzacja i ograniczony wybór – o niczym nie decydowały ani upodobania, ani portfel. Dla jednych wady, dla innych – do dziś źródło anegdot i żartów przy grillu.



WskaźnikOśrodek w czasach PRLOśrodek obecnie
DostępnośćWysoka, lecz przydział decydujeWysoka – decyduje cena i komercyjny rynek
CenaNiska, dotowanaRynkowa, nierzadko wysoka
KomfortPodstawowy, grupowyZmienny – od podstawowego po luksusowy
OrganizatorZakład pracy / FWPPrywatny właściciel, touroperator
ProgramOd wytycznych partii, grupowyIndywidualny, do wyboru

Co z tej historii wynika dla nas dziś?

Zestawiając obrazy dawnych domków nad jeziorem z reklamami współczesnych resortów, trudno nie zadać sobie pytania: czy wolność wyboru naprawdę jest zawsze lepsza od socjalnej masowości? Dzisiaj możesz pojechać gdzie chcesz i byle jak, ale co roku ktoś ze starszego pokolenia z sentymentem przypomni o „karcie na Mazury”, kolejce na stołówce i wieczornych śpiewach z nieznajomymi z innych miast.

Jedno nie zmieniło się wcale: potrzeba odpoczynku, wspólnoty i anegdot na całe życie. Tylko czy nasze dzieci też będą miały o czym opowiadać, kiedy za 30 lat ktoś zapyta: jak wyglądały wasze wakacje?

Komentarze (0)

Twój email nie będzie widoczny dla innych.
0/2000
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Podobne artykuły:

REKLAMA