Dla wielu kibiców w Polsce Piotr Ćwielong to przede wszystkim autor wiralowego cytatu o „niedzieli i godzinie siedemnastej”. Jednak dla fanów na Śląsku, a zwłaszcza w Chorzowie, „Pepe” to chłopak stąd - wychowanek, który przeszedł twardą szkołę życia w szatni „Niebieskich”, by potem zdobywać mistrzostwa i grać w Bundeslidze. W szczerej rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą, Ćwielong wraca do czasów, gdy przy Cichej rządziła „stara gwardia”, a szacunek zdobywało się nie tylko na boisku.
💡 Masz pilne wydatki? Sprawdź możliwość uzyskania do 3000 zł online – szybko i bez formalności.
Legenda, która żyje własnym życiem
Nie da się zacząć rozmowy z Piotrem Ćwielongiem, nie wspominając o TEJ rozmowie. Wywiad, w którym narzekał na pogodę („jest niedziela, godzina 17, pogoda nie sprzyja do gry w piłkę”), stał się klasykiem polskiego internetu. Czy „Pepe” żartował? Czy puszczał oko do reportera?
- Zastanawiałem się nad tym i wydaje mi się, że gdybym wtedy puścił oczko, to by się totalnie rozmyło - przyznaje po latach Ćwielong. Zapewnia, że choć koledzy z szatni mieli z tego ubaw, on sam nigdy się nie denerwował, bo „sam stworzył tę sytuację”. Dziś podchodzi do tego z dystansem: - Myślę, że w tych czasach to pewnie poprowadziłbym niejedną prognozę pogody.
Choć ten moment zdefiniował go w oczach masowego odbiorcy, Ćwielong chce być pamiętany jako solidny ligowiec, który swoje najlepsze lata spędził w Śląsku Wrocław (mistrzostwo Polski), ale którego serce i charakter ukształtował Chorzów.
Cicha 6: Szkoła charakteru i „budzenie” o 2:00 w nocy
Dla czytelników ze Śląska najciekawsze są jednak kulisy szatni Ruchu Chorzów z czasów, gdy „Pepe” wchodził do dorosłej piłki. To nie były czasy miękkiej gry. Jako 17-latek trafił do szatni pełnej legend: Mariusza Śrutwy, Krzysztofa Bizackiego czy Marcina Malinowskiego.
- Ruch Chorzów mnie ukształtował - mówi wprost Ćwielong. Wspomina specyficzny klimat tamtych lat: brak pieniędzy, ale niesamowitą atmosferę i jedność. Jednak najbardziej zapadły mu w pamięć metody wychowawcze „starszyzny”, zwłaszcza Piotra Mosóra.
Historia z obozu w Turcji mrozi krew w żyłach dzisiejszym juniorom.
- Piotrek ze starej gwardii Legii, no to my musieliśmy wszystko robić - wspomina Ćwielong. - Moskit to był gość, który wymyślił sobie, że młodzi zawodnicy muszą o 2:00 w nocy przyjść i go obudzić.
Po co? „Dla zasady”. Młodzi, w tym Ćwielong, chodzili od pokoju do pokoju, pukali i pytali starszych graczy, czy wstali. To była fala, która dziś jest nie do pomyślenia, ale „Pepe” przyznaje, że to go zbudowało, choć sam nigdy nie przeniósł tych metod na młodszych, gdy stał się doświadczonym graczem.
Ból rozstania z Chorzowem
O tym, jak mocno Ćwielong był związany z regionem, świadczą kulisy jego transferu do Wisły Kraków. Choć „Biała Gwiazda” była wtedy potęgą, a transfer załatwiał sam Adam Nawałka (wtedy dyrektor sportowy Wisły), dla młodego chłopaka z Chorzowa wyjazd był traumą.
- Wtedy nie mogłem sobie poradzić z tym, że nagle nie gram. W Chorzowie grałem od 17. roku życia praktycznie cały czas w pierwszym składzie. - opowiada.
Ćwielong wspomina, że powrót do Ruchu na wypożyczenie był dla niego ratunkiem i szansą na odbudowanie pewności siebie, zanim na dobre podbił Ekstraklasę w barwach Śląska Wrocław.
Biznesmen, który dzwoni do Del Piero
Dziś Piotr Ćwielong to nie tylko emerytowany piłkarz, ale prężnie działający organizator eventów. To on stoi za sprowadzeniem do Polski legend światowego futbolu. Jak sam przyznaje, jego kontakty z czasów kariery (grał m.in. w VfL Bochum) procentują.
- Robię mecz chyba największy w Polsce, na Tarczyński Arena we Wrocławiu. Zjeżdżają się naprawdę wielkie gwiazdy - zapowiada tajemniczo, wspominając o Alessandro Del Piero czy Ricardo Quaresmie.
Z perspektywy czasu kariera „Pepe” to gotowy scenariusz na film: od noszenia toreb za Mariuszem Śrutwą, przez mistrzostwo Polski, aż po negocjacje z agentami mistrzów świata. Ale jak sam podkreśla, to właśnie ten śląski charakter i twarda szkoła przy Cichej pozwoliły mu przetrwać w tym biznesie.
Całą rozmowę, w której Piotr Ćwielong opowiada też o kulisach pracy z Orestem Lenczykiem, grze w Niemczech i karierze swojego syna, możecie zobaczyć tutaj:

Komentarze
Komentarze (0)