REKLAMA

Prawie 80 tysięcy indyków do wybicia. Newcastle disease znów uderza w polski drób

Wyobraź sobie gospodarstwo, gdzie zamiast gwaru i ruchu, panuje cisza przerywana jedynie odgłosami maszyn dezynfekujących i służb weterynaryjnych. Tak właśnie wyglądały ostatnie dni w podżuromińskich Pełkach, gdzie w pierwszych dniach sierpnia 2025 r. potwierdzono już 45. ognisko rzekomego pomoru drobiu (ang. Newcastle disease, ND), zmuszając właścicieli do ubicia ponad 78 tysięcy indyków rzeźnych. To efekt kryzysu, który uderzył w cały polski sektor drobiarski z siłą, jakiej nie pamiętają nawet najstarsi hodowcy.

Twoja reakcja:
REKLAMA

Najważniejsze informacje:

  • Od stycznia do końca lipca 2025 r. w Polsce potwierdzono ponad 40 ognisk Newcastle disease, obejmujących już ponad 4,3 miliona sztuk drobiu w gospodarstwach komercyjnych oraz ponad tysiąc w przyzagrodowych.
  • W samym powiecie żuromińskim tylko w ostatnich tygodniach wykryto 12 ognisk ND, a kolejne przypadki raportuje się niemal co tydzień.
  • Największym ogniskiem 2025 roku był zakład w Sierakowie (woj. mazowieckie), gdzie zutylizowano aż 344 tysiące kur.
  • Twarde rozporządzenia wojewody nakazują natychmiastową likwidację stad, strefy ochronne i rygorystyczne procedury sanitarne. Hodowcy ponoszą ogromne straty materialne i psychiczne.

Nowa fala choroby i jej skutki dla branży

To nie jest odosobniony przypadek. Tylko w sezonie wiosenno-letnim tego roku liczba potwierdzonych ognisk ND w Polsce przekroczyła już 40 – wynika z najnowszych raportów Światowej Organizacji Zdrowia Zwierząt oraz polskich służb weterynaryjnych. Tylko w dwóch ogniskach na Mazowszu w maju doszło do likwidacji łącznie niemal 1,5 miliona ptaków. W skali kraju straty hodowców i przetwórni idą w setki milionów złotych – a konsekwencje rozlewają się dalej, dezorganizując całe łańcuchy dostaw.

Warto to podkreślić: przez powtarzające się wybicia i strefy ochronne mniejsze fermy coraz częściej stają na granicy bankructwa. Firmy przetwórcze, takie jak Wipasz z Podlasia, już musiały czasowo wstrzymać produkcję. Na rynku zaczynają pojawiać się oznaki paniki – konsumenci pytają, czy polski drób wciąż jest bezpieczny, a zaufanie do rodzimej żywności wyraźnie słabnie.

Dlaczego ogniska powracają? Analiza i szerszy kontekst

Historia rzekomego pomoru drobiu w Polsce ma kilka aktów. Pierwsze przypadki na masową skalę odnotowano w latach 90., potem choroba była pod kontrolą, aż do głośnej fali ptasiej grypy na przełomie 2023/2024. Od połowy 2025 r. regiony takie jak Mazowsze i Podlasie znów stały się areną zmagań z wirusem, mimo obowiązkowych szczepień i bioasekuracji, które według oficjalnych zaleceń wprowadzono już w kwietniu – podają w komunikatach Główny Lekarz Weterynarii i Polska Izba Drobiarska.

Eksperci coraz głośniej zauważają, że szczepienia nie stanowią dziś stuprocentowej zapory. Zarzewiem nowych ognisk mogą być zarówno dzikie ptaki, jak i wciąż zbyt luźne granice między chowem przemysłowym a przyzagrodowym. Jak powiedział Wojciech Ściana, wiceprezes firmy Wipasz, dla portalu Farmer:

„Największym problemem staje się dziś utrata zaufania klientów – bo gdy zabraknie popytu, cała branża staje na głowie.”

Kontekst międzynarodowy dopełnia obrazu: Polska, jako największy producent drobiu w Unii Europejskiej, staje się barometrem dla bezpieczeństwa na całym kontynencie. Rośnie presja na jeszcze ostrzejsze kontrole i kolejne rygory, ale pytanie pozostaje otwarte – jak długo wytrzyma to polska wieś?



Dane z najnowszych ognisk i zakres strat

DataLokalizacjaGatunekLiczba ptakówTyp hodowli
23.07.2025Sieraków (Gostynin)kury rzeźne344 160przemysłowa
04.08.2025Pełki (Bieżuń, żuromiński)indyki rzeźne78 040przemysłowa
VI–VIII.2025powiat żuromińskiróżne12 ogniskprzemysłowa/przyzagrodowa
25.07.2025Polska – sumaróżne4 395 584gospodarstwa komercyjne
chów przyzagrodowyróżne1 096przyzagrodowy

Wnioski – co robić, żeby nie przegrać z wirusem?

Dla hodowców walka toczy się nie tylko z wirusem, ale i z bezradnością. Każdy, kto działa w branży drobiarskiej, wie już, że podstawowe procedury – szczepienia, dekontaminacja, minimalizacja kontaktów z dzikimi ptakami – to absolutne minimum, nie gwarancja bezpieczeństwa. Dla konsumentów pozostaje jedno wyjście: świadomie wybierać produkty od sprawdzonych dostawców i nie ulegać panice.

Prędzej czy później fala ognisk wygaśnie – ale czy polskie gospodarstwa i lokalne społeczności, nadszarpnięte ekonomicznie i psychicznie, odzyskają równowagę? Paradoksalnie, to nie wirus, a brak pewności jutra staje się największym zagrożeniem dla rynku. Bo liczy się nie tylko liczba wybitych ptaków, ale i ludzi, których dotknęła ta cicha epidemia.

Komentarze (0)

Twój email nie będzie widoczny dla innych.
0/2000
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Podobne artykuły:

REKLAMA