Tychy: Artur Wroński zaliczył dwa starty za oceanem
Artur Wroński z Tychów przebiegł niedawno dwa maratony w USA, a po tych startach brakuje mu już tylko udziału w Bostonie, by zaliczyć serię World Marathon Majors. Podróż z rodziną nie obyła się bez problemów — opóźniony lot i zagubiony bagaż — ale mimo to ukończył biegi w Long Beach i Chicago, poprawiając swój wynik i zbierając doświadczenia z amerykańskiej atmosfery biegowej.
Najważniejsze informacje:
- Problemy logistyczne nie przekreśliły startów — brak sprzętu uzupełniono zakupami, co pozwoliło na występ w Long Beach o 5.30.
- Chicago Marathon przyciągnął blisko 55 tysięcy biegaczy i szacunkowo ponad milion kibiców; Artur poprawił tam czas o około dziewięć minut.
- Boston jest kolejnym celem — Artur uzyskał kwalifikację i pobiegnie tam w kwietniu przyszłego roku razem z partnerką.
Starty mimo kłopotów: z Tychów za ocean
Wyjazd do Stanów Zjednoczonych odbył się razem z partnerką Madzią, synem Kajetanem i córką Antosią. Podróż nie przebiegła gładko — lot był opóźniony, a bagaż zawierający buty i odzież startową został zagubiony. Jak mówi Artur:
„W sobotę ruszyliśmy więc na zakupy do sklepów sportowych, aby uzupełnić brakujący sprzęt.”
Dzięki temu już w niedzielę o 5.30 wystartował w Long Beach Marathon. Trasa wiodła wzdłuż Oceanu Spokojnego; pierwsze godziny Artur spędził jeszcze pod gwiazdami, a potem budził się razem ze wschodem słońca.
Chicago: wielkie widowisko i lepszy czas
„Tydzień później” tyszanin pobiegł w Chicago Marathon, w imprezie, do której wrócił po jedenastu latach. W tej edycji wzięło udział blisko 55 tysięcy biegaczy, a organizatorzy szacowali frekwencję kibiców na ponad milion. Start i meta znajdowały się w Grant Park, tuż obok rzeźby Cloud Gate. Artur opisuje atmosferę:
„Doping słychać dosłownie na każdym metrze trasy.”
Bieg miał widowiskowe elementy — szkolne orkiestry marszowe, cheerleaderki czy strefy chłodzenia przypominające pit-stopy — które dodawały energii zawodnikom. Rezultat? Artur poprawił swój czas z poprzedniego startu o około dziewięć minut. Jak podsumował:
„Można przyjąć, że jest progres.”
| Wydarzenie | Uczestnicy | Kibice (szacunek) | Wynik Artura |
|---|---|---|---|
| Chicago Marathon | blisko 55 tysięcy | ponad milion | poprawa ≈ 9 minut |
Trening i cel: Boston na horyzoncie
Najbliższy cel Artura to Boston, którego start jest ostatnim brakującym elementem w katalogu World Marathon Majors. Uzyskał czas kwalifikacyjny i pobiegnie tam w kwietniu przyszłego roku razem ze swoją partnerką — dla Madzi będzie to drugi start w Bostonie, dla Artura realizacja długo pielęgnowanego planu.
Jak trenuje? Prosto. Bez stałego trenera i sztywnych planów. „Po prostu każda wolna chwila przeznaczona jest na trening i bieganie” — mówi Artur. To podejście opiera się na regularności i zaangażowaniu, które zastępują formalne programy.
Co daje meta
Dla Artura ukończenie maratonu to więcej niż wynik. „W większości przypadków ukończenie dystansu maratonu równa się pokonaniu chwil słabości, zawahań czy innych problemów, a więc pojawia się czyste szczęście” — wyjaśnia. Meta jest dla niego potwierdzeniem, że wysiłek, przygotowanie i wiara w siebie zaprocentowały. I właśnie spełnianie kolejnych biegowych marzeń jest w tej historii najważniejsze.




Komentarze (0)