103-letnia mieszkanka Tychów, pani Leokadia, udowadnia, że wiek to tylko liczba. Urodzona 1 stycznia 1923 roku kobieta mieszka w Tychach od ponad sześciu dekad, prowadzi samodzielne życie, mieszkając sama i załatwiając wszystkie codzienne sprawy bez pomocy innych. Redakcja dowiedziała się o jej niezwykłej historii na początku roku, przy okazji jej urodzin i wizyty prezydenta miasta, Macieja Gramatyki.
💡 Masz pilne wydatki? Sprawdź możliwość uzyskania do 3000 zł online – szybko i bez formalności.
Najważniejsze informacje:
- 103-letnia Tyszanka mieszka samodzielnie i załatwia codzienne sprawy bez pomocy
- Przeżyła wojnę, ucieczkę na wschód i represje niemieckie wobec uczniów gimnazjum
- Urodziła się w Wolbromiu i kształciła się w gimnazjum w Brzesku przed wybuchem wojny
Energia mimo wieku
Mieszkanie pani Leokadii nie przypomina domu osoby w podeszłym wieku. Pełne jest kwiatów - żywych i suszonych, porcelany, bibelotów i fotografii. Drobna postura, wyprostowana sylwetka i bystre spojrzenie. Na drugie piętro bez windy wchodzi o własnych siłach.
„Dopóki człowiek się rusza i myśli, dopóty jest naprawdę obecny” - pani Leokadia
Seniorka podkreśla znaczenie ciekawości życia i ciągłego rozwoju. Często wspomina dwudziestolecie międzywojenne jako czas ogromnej energii, gdy ludzie po 123 latach zaborów czuli, że budują wspólnie państwo, kulturę i tożsamość.
Dramatyczne losy wojenne
Urodziła się w Wolbromiu. Po ukończeniu sześciu klas z siedmioklasowej wówczas szkoły podstawowej wyjechała do Brzeska, gdzie rozpoczęła naukę w renomowanym gimnazjum, którą przerwał wybuch wojny. Kiedy urząd, w którym pracował brat sprawujący nad nią opiekę, został ewakuowany wraz z rodzinami pracowników, rozpoczęła się ucieczka na wschód.
Nad Bugiem droga została odcięta przez wojska sowieckie, które wkroczyły na tereny Polski. Trzeba było wracać, mając przed sobą wrogie wojska niemieckie, a za sobą - rosyjskie.
„Wracaliśmy na furmankach, nikt do końca nie wiedział, jak wygląda sytuacja w innych częściach kraju. Kupno kawałka chleba, czy wymiana za coś swojego, było praktycznie niemożliwe” - wspomina pani Leokadia
Po powrocie do Brzeska okazało się, że niemieckie władze zamieniły budynek gimnazjum na szpital. Rozpoczęły się represje i aresztowania, między innymi uczniów owego gimnazjum. Kolega i koleżanka z jej klasy zostali wywiezieni do Tarnowa, by następnie trafić do obozu w Oświęcimiu. Kolega został tam zamordowany, koleżanka na szczęście przeżyła.
Powojenne zmagania
Po wojnie, mimo młodego wieku, zaczęły się jej zmagania ze zdrowiem. Mimo tego nie poddała.
Źródło: Tychy

Komentarze
Komentarze (0)