Tychy: „Zbyt cicho” – reportaż o bezdomności
Strażnicy miejscy w Tychach prowadzą codzienne patrole wśród osób dotkniętych kryzysem bezdomności. W tym roku strażnikom towarzyszył również prezydent Tychów Maciej Gramatyka. Reportaż powstał na podstawie rozmów ze strażnikami miejskimi Marcinem Paździorkiem i Jakubem Justem.
Najważniejsze informacje:
- Bezdomność dotyka coraz młodszych osób – najmłodszy ma osiemnaście lat
- Reportaż oparty jest na rozmowach ze strażnikami Marcinem Paździorkiem i Jakubem Justem
- Patrole niosą pomoc – oferują m.in. pomoc medyczną, jedzenie, koce i gorącą herbatę
Najmłodszy ma osiemnaście lat
Bezdomność w Tychach ma różne oblicza. Wbrew powszechnym wyobrażeniom nie dotyczy tylko starszych mężczyzn. Najmłodszy ma osiemnaście lat – wiek, w którym rówieśnicy rozpoczynają studia lub chodzą do klubów. Ten chłopak śpi w piwnicy.
Historia młodego mężczyzny to typowy przykład. Jego ojciec, „z nieciekawego towarzystwa”, wielokrotnie trafiał na izbę wytrzeźwień. Po jego śmierci syn opuścił ośrodek po osiemnastce i znalazł się na ulicy.
„Potrafi być miły, grzeczny, by chwilę później 'odpalić się’ i być nieobliczalny. – Chyba od tego wszystkiego pomieszało mu się w głowie” – tłumaczą strażnicy
Szałasy w lesie i przyczepy kempingowe
Podczas patrolu strażnicy odwiedzają różne miejsca. W ciemnym lesie strażnicy widzą szałas buchający dymem i płomieniami. Z prowizorycznego schronienia wychodzi podchmielony mężczyzna.
Na pytanie o potrzeby strażnicy proponują: „Potrzebujesz pomocy medycznej, jedzenia, koców? Mamy przy sobie gorącą herbatę”. Mężczyzna prosi o ubrania dla swojej partnerki, którą nazywa „Kopciuszkiem”. Kobieta leży w barłogu.
Jest też historia mężczyzny mieszkającego w przyczepie kempingowej. Strażnicy mówią: „Jest w porządku. Dzielnicowy ma go pod stałą opieką”. Powód, czemu mieszka w przyczepie, nie jest ujawniany; strażnicy podkreślają: „Nigdy nie naciskaliśmy.”
Inżynier architektury z dyplomem AGH
Wśród bezdomnych trafiają się także osoby z wyższym wykształceniem — „inżynier architektury. Dyplom AGH.” O plecak z dokumentami potwierdzającymi wykształcenie dba bardziej niż o własne zdrowie. Kiedyś mieszkał w ładnym mieszkaniu, potem popadł w konflikt z rodziną.
„Zbieraliśmy go ze sklepu monopolowego, gdzie leżał między lodówkami” – wspominają strażnicy
Te miejsca, które odwiedzają strażnicy, zamieszkują osoby raczej niekonfliktowe. Utrzymują się głównie ze zbierania złomu. W ich koczowiskach bywa względnie czysto: karimata, śpiwór, naczynia, krzesło, palenisko. „To raczej spokojni ludzie, którzy wypadli za nawias społeczeństwa. Przez picie tracili bliskich, pracę, w końcu mieszkanie” – mówią strażnicy.
Alkohol wraca jak refren. Alkohol, konflikt i rozpad.
Źródło: Tychy




Komentarze (0)